Na lewo od prawa, „Rzeczpospolita” 22.03.2006

By | 22 marca 2006

Prof. Ireneusz Krzemiński był łaskaw zauważyć, że „zmiany kodeksu karnego dokonano najwyraźniej pod publiczkę” (Histeria Narodowa, Rz 16.03.2006).

 Zdanie to nie odpowiada prawdzie, po pierwsze dlatego, że nie dokonano jeszcze żadnych zmian w Kodeksie Karnym! Faktem jest oczywiście, że toczą się prace nad szeregiem zmian w szeroko rozumianym prawie karnym, w tym kodeksie karnym – jednak jak do tej pory projekty ustaw  nie tylko nie zostały przez Parlament zaakceptowane ale nawet i nie zostały jeszcze do Sejmu skierowane.

Oczywiście, pomyłka tego typu nie zasługiwałaby sama przez się na sprostowanie, gdyby nie to, że prof. Krzemiński wygłasza w ślad za powyższym zarzutem szereg innych równie wątpliwych stwierdzeń.

Trudno więc na przykład zrozumieć, dlaczego „niepokój wywołują próby naprawy wymiaru sprawiedliwości przez bezpośrednie ingerencje i akcje rządu”. To rząd właśnie, a Minister Sprawiedliwości w szczególności, jest przecież odpowiedzialny za sprawne funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Zasada podziału władzy oznacza, że rząd nie powinien sprawować władzy sądowniczej i obecny rząd oraz Minister Sprawiedliwości jest daleki od tego, aby takie funkcje sobie uzurpować.

 Jednak za kształt prawa odpowiedzialni są nie sędziowie, lecz władza ustawodawcza, to jest parlament. Rząd z kolei, widząc problemy z jakimi boryka się wymiar sprawiedliwości, jest predysponowany do podejmowania inicjatywy ustawodawczej. Fakt, że znaczna część projektów ustaw kierowanych jest do Parlamentu przez Rząd nigdy nie budził większych wątpliwości w kontekście zasady podziału władzy i nie powinien budzić ich i teraz. W pełni zrozumiałe jest wiec, że Minister Sprawiedliwości pracuje nad systemowymi zmianami wymiaru sprawiedliwości (oczywiście, nie tylko prawa karnego, bo nie tylko ten obszar wymaga pilnych zmian).

Wbrew kolejnemu zarzutowi projektowane zmiany nie leżą poza debatą publiczną z winy rządu. Osobiście odnoszę raczej odwrotne wrażenie – w prasie ukazał się bowiem szereg wypowiedzi krytykujących projektowane zmiany w prawie karnym, a polemiki z tymi wypowiedziami nie były drukowane. Jeśli więc ktokolwiek ogranicza zakres debaty publicznej, to raczej przeciwnicy obecnych zamierzeń rządu niż odwrotnie.

 

Najlepszym przykładem próby wyeliminowania debaty publicznej był protest 300 prawników przeciwko planom Ministra Sprawiedliwości. Protest, który poprzez posługiwanie się demagogicznymi argumentami starał się de facto zamknąć debatę poprzez wywarcie środowiskowej presji na te osoby ze środowisk naukowych, które popierają plany Ministra.

 

Zresztą, strategia ignorowania poglądów, których się nie lubi, praktykowana była dłużej. Szereg osób, które postulowały zmiany funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, było spychanych na margines życia akademickiego, co pozwalało na tworzenie fałszywego obrazu jednomyślności środowiska.

 

Oczywiście, szereg instytucji – takich chociażby jak Fundacja Ius et Lex czy Stowarzyszenie Katon – starała się przybliżyć polskiemu środowisku prawniczemu rozwiązania stosowane z powodzeniem w innych krajach. I chociaż w pełni doceniam, że gościnne łamy „Rzeczpospolitej” były często tym miejscem, w którym pewne idee mogły być prezentowane, to nie da się także nie zauważyć, że wiele spośród argumentów nie miało szans na przedostanie się do szerszej opinii publicznej.

 

Tak więc ograniczenie debaty publicznej na temat zmian w prawie karnym istotnie miało miejsce, ale w całkowicie odwrotnym sensie niż chce tego prof. Krzemiński. Do szerokiej opinii publicznej rzeczywiśnie pewne poglądy i fakty nie mogły się przebić, i to jest najpewniej przyczyną, dla której prof. Krzemiński z taką pewnością siebie twierdzi, że „nasze społeczeństwo jest słabo wykształcone i mało szanuje wiedzę naukową. Nieskłonne jest więc uznać argumenty, że okrutne kary wcale nie zapobiegają przestępczości”. Pozostawiając na boku kwestię wykształcenia i stosunku do nauki naszego społeczeństwa, implikacja powyższego stwierdzenia, a mianowicie teza, że argumenty naukowe dowodzą, że kary (w tym okrutne) nie zapobiegają przestępczości, jest nieprawdziwa.

 

Istnieje bowiem szereg badań naukowych, które mierzą wpływ polityki karnej – w tym liczby więźniów – na poziom przestępczości. Badania te generalnie dowodzą – co zresztą nie powinno być większym zaskoczeniem – że karanie przestępców ogranicza przestępczość. Prof. Levitt szacował, że izolacja więzienna jednego przestępcy redukuje liczbę przestępstw o 15, zarówno na skutek uniemożliwianie mu dalszej kariery przestępczej, jak i poprzez efekt odstraszania innych. Podobne wyniki uzyskali prof. Moody i prof. Marvell. Prof. Shepherd szacowała, że w ciągu dwu pierwszych lat obowiązywania surowego prawa przeciwko recydywistom w Kalifornii („three strikes and you’re out”) zostało popełnionych o 8 zabójstw, 5.222 ciężkich pobić, 12.350 rozbojów, 7 gwałtów i 144.100 włamań mniej niż gdyby tego prawa nie wprowadzono. Podobnie, badania potwierdzają, że stosowanie kary śmierci redukuje przestępczość. I tak prof. Erhlich dowodził, że jeden wykonany wyrok śmierci zapobiega poprzez odstraszania siedemnastu zabójstwom, co zostało niedawno potwierdzone przez badania prof. Zimmerman’a, który uzyskał rezultat 14 zabójstw mniej. oraz prof. Dezhbakhsh’a, Rubin’a i Shepherd, którzy z kolei mówili o 18 zabójstwach mniej.

 

Oczywiście, fakt że działa zarówno kara śmierci jak i kara więzienia nie oznacza jeszcze, że społeczeństwo takie kary musi stosować. Społeczeństwo może bowiem zdecydować, że pomimo efektywności tych kar inne względy, które przeciwko nim przemawiają (np. zasada humanitaryzmu, czy przekonania religijne) są na tyle istotne, że powinny przeważyć.

 

W Polsce mamy jednak do czynienia z inną sytuacją – oto bowiem społeczeństwo czując niewłaściwość polityki karnej próbuje ją poprzez proces demokratyczny zmienić, podczas gdy część nauki prawa stara się swoje osobiste przekonania i mniemania przedstawić jako fakty naukowe i zmiany powstrzymać. Jak widać ma przykładzie prof. Krzemińskiego, propaganda odnosi czasem skutek i osoby nie będące fachowcami w danej dziedzinie dają się zwieść fałszywym argumentom.

 

Jednak fakty są takie, że badania naukowe dowiodły, że poprzez prawo karne można ograniczyć przestępczość. Oczywiście, badania dowiodły także, że ważne są także inne czynniki,na które ustawodawca ma niewielki wpływ, jak na przykład religijność, struktura demograficzna, sytuacja na rynku pracy i inne.

 

Co więcej, Polska stosuje politykę karną wyjątkową na tle innych państw, albowiem tylko w Polsce sprawcy najpoważniejszych przestępstw karani są tak łagodnie – i tak przeciętna kara w Polsce za gwałt to aktualnie 3 lata i 3 miesiące, natomiast we Francji 8 lat i 8 miesięcy, w Anglii  7 lat i 1 miesiąc, w USA 8 lat i 8 miesięcy.  Co więcej, w Polsce co trzeci sprawca gwałtu skazywany jest na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Tymczasem, w innych systemach prawnych gwałt jest traktowany jako przestępstwo, za które tylko wyjątkowo można orzec inną karę niż więzienie. I tak, we Francji odsetek kar bezwzględnego więzienia w stosunku do ogółu orzekanych kar za gwałt wynosi 89,2%, w Anglii 96,3%, w USA 88,6%. Podobnie, jeśli chodzi o częstość orzekania kary w zawieszeniu, sytuacja wygląda w odniesieniu do innych przestępstw brutalnych, takich jak umyślne uszkodzenie ciała czy rozboje.

 

Ponieważ łagodnie się u nas karze sprawców najgroźniejszych przestępstw, to sprawców przestępstw mniej poważnych nie karze się w ogóle. Mam tu na myśli ewenement na skalę europejską, to jest tak szerokie stosowanie kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Kara ta – o fikcyjnej w istocie dolegliwości dla sprawcy – stosowana jest w Polsce w 60% przypadków, to jest najczęściej w Europie. Efekt stosowania tej kary jest taki, że z jednej strony wobec większości sprawców nie wywiera żadnego efektu odstraszającego, z drugiej zaś strony ci pechowcy, którym wykonanie tej kary jednak zarządzono (bo na przykład popełnili drugie przestępstwo), muszą odbyć karę nieproporcjonalnie długą. Z punktu widzenia oddziaływania kary, dużo jest bowiem lepiej aby każdy sprawca został za swój czyn ukarany – również w ten sposób realizować można postulat nieuchronności kary.

 

Twórcy kodeksu karnego z 1997 r. wychodzili najwyraźniej z innych założeń i zrozumiałe jest, że obecnie są mniejszymi bądź większymi przeciwnikami proponowanych zmian. Nie zmienia to jednak faktu, że w środowisku prawniczym istnieje również szereg zwolenników propozycji Ministra, a fakt że ich głosu nie można było ostatnio tak łatwo usłyszeć nie powinien skłaniać do łatwego rzucania oskarżeń o „pochopnych zmianach pod publiczkę”.

 

Jacek Czabański

Autor jest doradcą Ministra Sprawiedliwości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *