Procedura rejestracji jest mało wiarygodna, „Rzeczpospolita”, 12 i 13.05.1999

By | 12 maja 1999

Istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, cholerne kłamstwa oraz statystyka – Mark Twain

Procedura rejestracji jest mało wiarygodna

Co pewien czas jesteśmy informowani, że w danym okresie zdarzyło się tyle a tyle przestępstw — ich liczba to rośnie, to spada, wywołując zadowolenie policji lub oburzenie polityków. Nie jest jednak łatwo odpowiedzieć na pytanie, ile przestępstw zdarzyło się naprawdę. Po pierwsze — nie można dokładnie oddzielić czynów przestępnych od legalnych, po drugie — procedura rejestracji statystycznej przestępstw na skutek wielu zakłóceń jest mało wiarygodna.

Prawo karne określa, jakie czyny należy uważać za przestępne. Wydaje się, że normy są dość jasne, np. kto zabije, będzie ukarany. Jednak kilka czynników sprawia, że rozgraniczenie między czynami przestępnymi a nieprzestępnymi traci na ostrości. Pierwszy to upływ czasu.

Z powodu upływu czasu

Jak wiadomo, prawo ulega ciągłym przemianom, karne także. Pojęcie „przestępstwo” jest zmienne ze względu na czas — to spostrzeżenie obecne w rozważaniach kryminologicznych od dawna. Niekiedy zmiany prawa karnego są dość radykalne i wprowadzają w życie społeczne nową jakość, np. ustawy norymberskie, dekret o dostawach obowiązkowych czy dekret o stanie wojennym. Zmiany katalogu czynów przestępnych muszą sprowokować pytanie, czy w ogóle istnieją przestępstwa jako takie (określane na mocy prawa natury, a nie prawa pozytywnego) . Niewątpliwie można stwierdzić, że czyn jest przestępstwem ze względu na aktualny porządek prawny, a nie bezwzględnie. Ta prosta relatywizacja napotyka jednak przeszkody, gdy prawo działa wstecz.

Lex retro non agit — prawo nie działa wstecz — ta zasada ma istotne znaczenie w całym prawie, a uznawana jest za jedną z podstawowych dla prawa karnego. Tu rozumie się ją jako zakazującą działania prawa wstecz na niekorzyść oskarżonego.

Doktryna jednoznacznie potępia łamanie tej zasady. Istnieją jednak sytuacje, w których ustawodawcy, z różnych względów, zależy na wstecznym obowiązywaniu ustawy karnej, prawnicy zaś spierają się o granice zasady nieretroaktywności (taki spór w Polsce toczy się np. przy uchyleniu przedawnienia zbrodni komunistycznych) .

Ustawy rehabilitacyjne, ściśle rzecz ujmując, również są złamaniem zasady lex retro non agit. Jednak jej funkcją jest ochrona obywateli przed ustawodawcą, a ponieważ ustawy rehabilitacyjne działają na korzyść obywateli, są uznawane za dopuszczalny wyjątek od reguły. Nie zmienia to faktu, że działanie prawa wstecz zawsze przysparza poważnych kłopotów logicznych, bo jaki właściwie charakter mają popełnione już czyny: przestępczy, czy też nie? Nie jesteśmy więc pewni, czy przyszłe ustawodawstwo z mocą wsteczną nie zalegalizuje (bądź zdelegalizuje) jakąś kategorię czynów.

Ponadto upływ czasu powoduje przedawnienie. Sprawia ono, że niemożliwe staje się wytoczenie procesu, a trwające postępowanie karne należy umorzyć. Istotą przedawnienia jest to, że państwo przestaje być zainteresowane ukaraniem sprawcy. Można powiedzieć, że upływ czasu faktycznie dekryminalizuje przestępstwa, chociaż formalnie pozostają przestępstwami. Osoby poszkodowane mogą mieć jednak żal do państwa, że puszcza płazem zachowania, których padły ofiarą (trzeba zaznaczyć, że nowy kodeks karny — n. k. k. — wydłużył okres przedawnienia zbrodni zabójstwa, wcześniej krytykowany w doktrynie jako zbyt krótki).

Kryteria ilościowe

Drugą grupą czynników wpływających na rozmazanie granic między przestępstwami a nieprzestępstwami są arbitralnie określone ilościowe kryteria przestępstwa, takie jak wiek sprawcy oraz wartość przedmiotu przestępstwa.

Zgodnie z terminologią prawa karnego nieletni nie popełniają przestępstw. Wedle n. k. k. przestępstwo może popełnić osoba mająca ukończone 16 lat (wyjątkowo 15) . Zakreślenie tej granicy wieku jest oczywiście umowne, czego najlepszym przykładem jest obniżenie wieku odpowiedzialności karnej przez n. k. k.

W niektórych krajach europejskich granice odpowiedzialności karnej nieletnich są niższe, np. we Francji 13 lat, a w Wielkiej Brytanii nawet 10 lat.

Wybór granicy wieku, dla którego czyny popełniane przez nieletnich stają się przestępstwami, jest o tyle istotny, że nieletni stanowią znaczący odsetek sprawców niektórych kategorii czynów zabronionych, np. kradzieży samochodów oraz z samochodów lub kradzieży sklepowych. Przesunięcie granicy wieku, od którego odpowiada się karnie, istotnie więc wpływa na statystyczny poziom przestępczości.

Jeżeli natomiast chodzi o wykroczenia, to granica między nimi a przestępstwami jest płynna. Przykładem może być kradzież mienia. Ta o wartości do 250 zł jest obecnie wykroczeniem (art. 119 § 1 kodeksu wykroczeń) , a nie przestępstwem. Zmiany tej wartości, czynione ze względu na inflację, wywołują znaczne zmiany w poziomie przestępczości, jako że drobne kradzieże to istotny odsetek czynów zabronionych. Jak podała „Rzeczpospolita” (17 kwietnia 1997 r. ), pod koniec 1996 r. odnotowano znaczny spadek przestępczości (o 8, 9 proc. ) i kierownictwo policji postanowiło uznać to za swój znaczący sukces. Spadek wynikał jednak z tego, że ze względu na inflację dokonano zmian w przepisach i część drobnych kradzieży zaczęto traktować jak wykroczenia, a nie przestępstwa. Na tym przykładzie doskonale widać, jak zmiany normatywne istotnie wpływają na statystykę przestępstw.

Gdy czyn jest społecznie szkodliwy

Czyn formalnie sprzeczny z ustawą karną jeszcze nie jest przestępstwem. Staje się nim dopiero wówczas, gdy jest społecznie szkodliwy (dawniej społecznie niebezpieczny) . Sąd oceniając stopień społecznej szkodliwości czynu, ujawnia swoją chęć wymierzenia kary. Jeżeli będzie chciał skazać, dopatrzy się w czynie znacznej społecznej szkodliwości, a jeżeli będzie chciał uniewinnić — takiej szkodliwości nie dojrzy. Podobną do klauzuli społecznego niebezpieczeństwa (szkodliwości) rolę pełnią znamiona niedookreślone. Pozwalają one sądowi na interpretację, czy czyn jest przestępstwem, czy też nie wypełnia ustawowych znamion.

Rozpatrując pojęcie „przestępstwo”, trzeba więc brać pod uwagę nie tylko zapisy normatywne, ale również faktyczną działalność wymiaru sprawiedliwości.

Przypatrując się pojęciu „społeczna szkodliwość (niebezpieczeństwo) „, można rozróżnić dwie sytuacje: gdy sąd faktycznie dekryminalizuje pewne ustawowe przestępstwa przez przypisywanie im bez wyjątku cechy braku społecznej szkodliwości oraz gdy poglądy sądu na społeczną szkodliwość czynu zmieniają się w miarę upływu czasu. Z dekryminalizacją faktyczną mamy do czynienia, gdy wymiar sprawiedliwości wyręcza ustawodawcę i odmawia skazywania za określone przestępstwa. Przykładem znęcanie się nad zwierzętami, które do czasu uchwalenia ustawy o ochronie zwierząt faktycznie nie było karane mimo podstaw prawnych. Policja nie chciała zajmować się tymi sprawami, nauczona uniewinniającymi wyrokami, które uzasadniano właśnie brakiem niebezpieczeństwa (według ówczesnej terminologii) społecznego. Tym samym wymiar sprawiedliwości rozumiany jako całość doprowadził do faktycznej dekryminalizacji tej kategorii czynów. Uchwalenie nowej ustawy spowodowało napływ tego typu spraw do sądu oraz częściową przynajmniej zmianę stosunku wymiaru sprawiedliwości do takich czynów. Czy jest to zmiana trwała, dopiero się przekonamy.

Sąd może również w miarę upływu czasu zmieniać sposób pojmowania społecznego niebezpieczeństwa. Masowe procesy rehabilitacyjne, jakie rozpoczęły się po 1989 r. (unieważniono ponad 50 tys. wyroków) , pokazały, że to, co kiedyś było czynem godzącym w podstawy państwa, teraz w pełni zasługuje na uznanie. Efektem tych odmiennych ocen są diametralnie różne wyroki — nie kara śmierci, lecz uniewinnienie. Fakt, że po wielu latach inni sędziowie będą oceniać stopień społecznego niebezpieczeństwa, każe przyjąć tezę o nieuchronnej zmienności moralnej oceny pewnego rodzaju czynów, która znajduje swój wyraz również w prawnej ich kwalifikacji. Proces ten teoretycznie nie ma granic czasowych imożliwe do wyobrażenia byłyby rehabilitacje dotyczące wyroków np. z XVIII w. To, że sięgają tylko początków PRL, wynika (pomijając wielkie niesprawiedliwości tamtego okresu) z osobistego zainteresowania poszkodowanych wyrokami, których negatywne konsekwencje ponoszą. Sprawy wcześniejsze pozostawione są już wyłącznemu osądowi historii. Czy jednak te zadawnione czyny były czy nie były przestępstwami, jest kwestią w gruncie rzeczy nie rozstrzygniętą.

Podobną do klauzuli generalnej o szkodliwości społecznej rolę mają przepisy niedookreślone, niektóre bowiem są tak sformułowane, że bardzo wiele zależy od interpretacji. Na przykład art. 248 pkt 5 n. k. k. , który brzmi: „Kto z związku z wyborami do Sejmu, Senatu, wyborem Prezydenta Rzeczypospolitej Polski, wyborami do samorządu terytorialnego lub referendum (. .. ) dopuszcza się nadużycia w sporządzaniu list zpodpisami obywateli zgłaszających kandydatów w wyborach lub inicjujących referendum, podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat”.

Czym jest nadużycie występujące w tekście tej normy, kodeks nie reguluje. Gdy więc sąd będzie orzekał o czynie w zależności od chęci ukarania sprawcy, będzie mógł przyjąć, że dopuścił się on nadużycia, bądź też że nadużycia nie było. Pojęcie „niedookreślone” odgrywa więc tu taką samą rolę jak klauzula szkodliwości społecznej.

Społeczna szkodliwość oraz znamiona niedookreślone pomyślane zostały z jednej strony jako konieczne uelastycznienie systemu prawa (niemożliwe jest bowiem wyczerpujące, kazuistyczne wyliczenie wszelkich możliwych sytuacji) , a z drugiej jako instrument zwalniania z odpowiedzialności osób, które z różnych względów na karę nie zasługują.

Z tego punktu widzenia celowe jest więc szersze zakreślanie granic kryminalizacji, by później, w miarę uznania, uwalniać od odpowiedzialności (przykładem art. 248 pkt 5 n. k. k. ).

Takie zabiegi, korzystne dla aparatu represji państwowej, stoją jednak w sprzeczności z zasadą określoności prawa (nullum crimen sine lege certa) . Dla obywatela zaś wyznaczanie szerokich ram odpowiedzialności karnej może być bardzo niebezpieczne.

[poniższa część została opublikowana 13.05.1999]

Aby doszło do prawnegostwierdzenia istnienia przestępstwa, konieczne jest wniesienie aktu oskarżenia, co z kolei poprzedza postępowanie przygotowawcze. Aby doszło do postępowania przygotowawczego, konieczne jest, aby organa ścigania nabrały podejrzenia popełnienia przestępstwa same przez się bądź zawiadomione przez inne osoby.

Na każdym z tych etapów występują zdarzenia, które uniemożliwiają dalszą procedurę, a tym samym ukaranie sprawcy (pomijam tu sytuację, gdy zarzut jest niesłuszny).

Państwo interesuje się sprawcą

Prawo nie przewiduje żadnych szczególnych skutków prawnych związanych z samym faktem popełnienia przestępstwa. Prawo (czyli państwo) zainteresowane jest bardziej nie samym naruszeniem, lecz jego sprawcą, dopiero bowiem przypisanie komuś sprawstwa przestępstwa pociąga za sobą różnego rodzaju skutki prawne.

Zainteresowanie państwa sprawcą, a nie czynem, ma wiele aspektów. Wymieńmy np. zasady wymierzania kary łącznej, które mogą powodować, że pewne przestępstwa są faktycznie nie karane. Inną kwestią, od dawna budząca kontrowersje, jest nierówność pozycji poszkodowanego i sprawcy w procesie (nowe instytucje prawa karnego być może zmniejszą uprzywilejowanie sprawcy — zwłaszcza mediacja, która przypisuje poszkodowanemu status strony konfliktu) .

Jeszcze inny przykład to brak systemu kompensacji szkód dla ofiar przestępstw, mimo że jest to jedna z najstarszych instytucji prawa karnego znana już Kodeksowi Hammurabiego.

Państwo interesuje się sprawcą, a nie czynem, nie ma więc organów, które stanowczo decydowałyby o popełnieniu, lub nie, przestępstwa. To oznacza czasem pewne uciążliwości dla oskarżonych. Bywa bowiem, że prokurator oskarża ich o czyny, które nie są przestępstwami.

Charakterystyczny był wyrok w sprawie poznańskiego przedsiębiorcy. Sąd uniewinniając oskarżonego, zaznaczył, że akt oskarżenia wziął się zniezrozumienia przez prokuratora i stoty obrotu gospodarczego. To nie była sprawa jedyna w swoim rodzaju. Transformacja ustrojowa przysporzyła wielu kłopotów prokuratorom, których poczucie, co jest dozwolone, a co zakazane, nie nadążało za zmianami prawa.

Istnieją natomiast organa, które odpowiadają na pytanie, czy określona osoba jest przestępcą.

Kto decyduje

Państwo, aby nazwać kogoś przestępcą, musiało stworzyć odpowiednią infrastrukturę. W Polsce kilka instytucji jest władnych decydować o sprawstwie przestępstwa: sądy karne, Trybunał Stanu oraz organa finansowe, z tym że do 17 października 1999 r. powinien być uchwalony kodeks karny skarbowy, w których uprawnienia orzecznicze zostaną przekazane do wyłącznej kognicji sądów.

Prokurator pod rządami dawnego kodeksu karnego mógł warunkowo umorzyć postępowanie karne, tym samym definitywnie ustalając okoliczności popełnienia czynu. Postanowienie prokuratora, przy braku sprzeciwu bądź zażalenia podejrzanego, stawało się prawomocne bez kontroli sądowej. Obecnie prokuratorskie warunkowe umorzenie postępowania według nowego kodeksu postępowania karnego wymaga zgody sądu.

Podejrzenie popełnienia

Podstawowym warunkiem stwierdzenia zaistnienia przestępstwa jest podejrzenie jego popełnienia. Jeżeli nie ma ani podejrzenia, ani czynu zabronionego, jest to sytuacja powszechna i pożądana. Niemniej zdarza się również, i ż mimo popełnienia czynu zabronionego sprawca, ofiara (dla wielu typów przestępstw ofiara nie jest ściśle określona) oraz inne osoby nie nabierają podejrzeń. Taki stan rzeczy może mieć różne przyczyny.

Po pierwsze — ofiara oraz świadkowie mogą nie być w stanie nabrać podejrzeń z powodu ich niskiego stopnia rozwoju umysłowego, np. gdy pokrzywdzonym jest niemowlę czy osoba ciężko chora umysłowo. (Można tu zaznaczyć, że jeżeli w ten sposób ograniczony jest sprawca, to nie jest winny, czyli nie ponosi on odpowiedzialności) .

Po drugie — ofiara może mylnie oceniać rzeczywisty przebieg wydarzeń, a tym samym nie podejrzewać, że dokonało się na niej przestępstwo. Zdarzyć się tak może, np. gdy nie zauważy szkody (np. drobnej kradzieży, ale również niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem pod wpływem błędu — art. 286 § 1 nowego k. k. ) lub mylnie sądzi, że szkoda nie była wynikiem przestępstwa.

Po trzecie — ze względu na szeroki współcześnie zakres kryminalizacji istnieje możliwość niezdawania sobie sprawy z przestępczego charakteru jakiegoś działania. Zmiana ustroju, a w szczególności zmiana uregulowań gospodarczych, jaka nastąpiła w Polsce po 1989 r. , daje przykłady takich sytuacji. Tzw. artykuły spekulacyjne (art. 221–224 dawnego k. k. ) tak bardzo nie przystawały do zmienionej praktyki gospodarczej, że świadomość łamania ustawy karnej wydaje się mało prawdopodobna. Inne możliwe powody nieznajomości praw to np. nowo wprowadzone regulacje lub sprzeczność między normami panującymi w danym środowisku a normami społecznymi zapisanymi w ustawach.

Brak podejrzenia powoduje, że popełnione przestępstwo najdoskonalej wymyka się rejestracji. Liczba czynów, co do których nikt nigdy nie miał podejrzeń, że są przestępstwami, pozostanie bowiem nieznana z oczywistych przyczyn. W części tylko sprawca wie, że je popełnił. Przy prawdopodobnym braku zawiadomienia z jego strony również liczba tych przestępstw pozostanie nieznana.

Jest to pierwsza grupa czynników, które powodują, że statystyczne odbicie przestępczości jest inne niż jej rzeczywisty poziom. Na dodatek również badania socjologiczne nie są w stanie ujawnić istnienia tych przestępstw.

Zawiadamiać czy nie zawiadamiać

Osoba, która nabiera podejrzenia przestępności jakiegoś czynu, staje przed wyborem: zawiadamiać czy nie zawiadamiać. Istnieje wiele przyczyn, które skłaniają do niezawiadamiania o podejrzeniach organów ścigania.

Sprawca na ogół nie powiadamia organów ścigania o swoich przestępstwach, chyba że pod w pływem szoku emocjonalnego (np. zabójstwo) lub niejako omyłkowo, przy przesłuchaniu z innego powodu.

Według badań A. Siemaszki policja w Polsce nie wie o blisko trzech czwartych popełnianych przestępstw, co w porównaniu z innymi krajami jest wskaźnikiem wysokim.

Pierwszą przyczyną niezawiadamiania może być uznanie, że przestępstwo jest poniekąd prywatną sprawą między sprawcą i ofiarą. Świadkowie pozostawiają więc ofierze pełną swobodę dysponowania dalszymi losami przestępstwa. Prawnym uznaniem możliwości dysponowania losami sprawcy jest konstrukcja przestępstw w nioskowych i prywatnoskargowych oraz mediacja.

Po drugie — milczy o przestępstwie ofiara i inne podejrzewające osoby, gdy są zamieszane w przestępczą działalność i obawiają się zwrócić na siebie uwagę organów ścigania. Obawa ta może wynikać z tego, że przestępstwo jest ściśle powiązane z innym, którego sprawcą była ofiara (np. pobicie przy podziale łupów) , lub z ogólnie prowadzonej przestępczej działalności i związanej z tym niechęci do kontaktów z organami ścigania.

Po trzecie — system wartości obowiązujący w danej społeczności może wykluczać zwrócenie się do organów ścigania. Zawiadomienie poczytywane jest za objaw słabości, powoduje „utratę twarzy”. Grupowy system wartości nakłania więc do szukania odpłaty w inny sposób — na ogół kryminogenny.

Po czwarte — sprawca mógł wynagrodzić ofierze wyrządzoną krzywdę lub ofiara na takie wynagrodzenie liczy, lub też ofiara zamierza dochodzić ukarania sprawcy na innej drodze niż prawna (czynnik kryminogenny) , czy wreszcie ofiara ukarała już sprawcę.

Traktowanie przestępstwa jako sprawy prywatnej nie powinno budzić zdziwienia, zważywszy, że duży odsetek ofiar dobrze zna sprawców (według badań E. Bieńkowskiej i E. Erez co czwarta ofiara zna sprawców przestępstw ściganych z oskarżenia publicznego, a co druga — z oskarżenia prywatnego) .

Koło się zamyka

Bardzo ważny jest czynnik strachu. Odgrywa istotną rolę w przestępstwach dokonywanych przez zorganizowane grupy. Nowe regulacje prawne (świadek incognito) pokazują, że problem zastraszania ofiar (świadków) jest poważny. Zapewne jednak organa ścigania i tak podejrzewają popełnienie przestępstwa, a zastraszenie powoduje tylko trudności dowodowe.

Zupełnie inna sytuacja jest przy przestępstwach w gronie rodzinnym. Tu organa ścigania na ogół nic nie wiedzą, więc zastraszenie ofiar (świadków) daje najlepsze efekty. Na dodatek przy przestępstwach rodzinnych ofiara jest na ogół uzależniona od sprawcy dużo bardziej niż przy przestępstwach mafijnych.

Może również wystąpić obawa przed procedurą karną. Ponowne przeżywanie traumatycznej sytuacji w obecności policji, prokuratury, oskarżonego itd. może stanowić dla ofiary duży wstrząs pogłębiający jej uraz. Strach przed procedurą w szczególności dotyczy przestępstw seksualnych. Bardzo prawdopodobne jest więc, że to dlatego policja nie wie o blisko 90 proc. gwałtów (według badań Siemaszki) .

Ponadto często organa ścigania nie są zawiadamiane o przestępstwie, bo ofiara lub świadkowie doskonale zdają sobie sprawę, że nie mogą udowodnić popełnienia przestępstwa. Dotyczy to większości kradzieży kieszonkowych, oszustw sklepowych itp. W bezpośrednim związku z trudnościami dowodowymi pozostaje przeświadczenie ofiar (świadków) o niskiej wykrywalności przestępstw danego typu. Koło się zamyka — świadomość niskiej wykrywalności zniechęca do zgłaszania podejrzenia popełnienia przestępstwa, a tym samym wpływa na rzeczywistą niską wykrywalność.

Z tej też przyczyny ofiary (świadkowie) rezygnują z powiadamiania organów ścigania, nawet gdy fakt popełnienia przestępstwa jest bezsporny. Dzieje się tak, gdy ofiara uważa, że szanse rekompensaty są niskie, a inne czynniki nie skłaniają do zawiadomienia. Np. włamanie do samochodu i kradzież radia będzie zgłoszone, gdy samochód był ubezpieczony od kradzieży, albowiem dochodzenie policyjne, na ogół zresztą prowadzone tylko na papierze, jest w arunkiem wypłaty odszkodowania; bez takiej zachęty włamanie z kradzieżą pozostanie prawdopodobnie nie zgłoszone. Tak więc, gdy szkoda wyrządzona przestępstwem jest stosunkowo niewielka, ofiara, wiedząc że zawiadomienie organów ścigania pociągnie za sobą nieuniknioną stratę czasu, nie widzi powodu, by do uprzedniej szkody dokładać nową z wątpliwymi możliwościami rekompensaty.

Ciemna liczba korupcji

Wreszcie skłania do milczenia przestępstwo związane z samymi organami ścigania. Najpowszechniejszym przykładem jest wręczanie łapówek policjantom. Według badań Siemaszki co trzecim urzędnikiem, który domagał się łapówki, był policjant. Na pewno duży odsetek kierowców wręczał kiedyś łapówkę policjantowi. Nie należy się jednak dziwić, że rzadko kiedy osoba wręczająca łapówkę donosi o tym (ciemna liczba korupcji zbliża się do 100 proc. ).

O ile jednak policjanci dosyć często są przyłapywani na tym procederze, o tyle czasem tylko przytrafia się to prokuratorom, a ujawnione przykłady przekupstwa sędziów to ewenement.

Podstawową przyczyną niezawiadamiania jest niechęć do oskarżania samego siebie — jako tego, kto przekupił funkcjonariusza. Poza tym, często z inicjatywą wychodzi sam petent w celu usprawnienia pracy urzędu (np. sądy rejestrowe, wieczystoksięgowe) , a tym samym nie może jej zdradzić bez szkody dla swych interesów. Wręczający łapówkę może być ponadto przekonany, zapewne słusznie, że narazi się na zemstę organów ścigania — w imię solidarności zawodowej.

Organa ścigania bywają również zamieszane w inne, poważniejsze przestępstwa. Generalnie, pokrzywdzony (lub współsprawca) musi mieć bardzo silne motywy, by ujawnić przestępczą działalność organów ścigania.

Manipulowanie danymi

Etapy ścigania i wyrokowania mają ze sobą wiele wspólnego. Poza nieprzyjęciem zawiadomienia do wiadomości na etapie ścigania, dalsza procedura toczy się według ustalonych norm. Tym samym zarówno organa ścigania, jak i organa orzekające działają podobnie, powołując się na podobne przepisy.

Kiedy organa ścigania powiadomiono o popełnieniu przestępstwa lub też dowiedziały się o nim na skutek działań własnych, są zmuszone do działania, chyba że wolą udawać, że nie zostały powiadomione. Pozostałe działania znajdują oparcie w przepisach prawa — chociaż jednak toczą się według określonej procedury, wykazują zdumiewającą wrażliwość na pewne czynniki, jak np. uroda oskarżonego, co może dawać zaskakujące rezultaty.

Manipulowanie statystyką kryminalną jest bardzo wdzięcznym tematem, który w tym miejscu, z konieczności, zostanie potraktowany skrótowo. Warto jednak przytoczyć wypowiedź J. Widackiego:

„Statystyka kryminalna traktowana była w PRL zawsze instrumentalnie, służąc do uzasadniania aktualnych tez politycznych. Przestępczość w Polsce spadała wtedy, kiedy miała spadać. Rosła wówczas, kiedy trzeba było, aby rosła. Możliwości manipulowania statystyką były duże, wystarczyło odpowiednio ustalić politykę przyjmowania zgłoszeń, czyli zawiadomień o przestępstwie (…) Gdy chciano wykazać się skutecznością działania na odcinku walki z przestępczością, wystarczało bardziej selekcjonować zgłoszenia w kategorii przestępstw drobnych, za to najliczniejszych, np. kradzieży. Myślę, że wielu obywateli PRL miało okazję zgłaszać MO przestępstwo, którego padli ofiarą, i dziwić się, dlaczego milicjant nie chce przyjąć zgłoszenia — wynajduje coraz to nowe przeszkody (. .. ) A ponieważ te drobne przestępstwa, zwłaszcza drobne kradzieże, stanowiły zawsze kilkadziesiąt procent ogółu przestępstw, ogólny obraz przestępczości można było kształtować dowolnie. Gdy trzeba było przestraszyć społeczeństwo, że rośnie liczba przestępstw, wystarczyło mniej uwagi zwracać na wykrywalność albo nawet zalecić kategorycznie przyjmowanie wszystkich zgłoszeń z zaznaczeniem, że ocena wykrywalności nie będzie brana pod uwagę. Mechanizm ten działał niezawodnie (. .. ) Podobnie w sposób sztuczny ilustrowano spadek liczby przestępstw po wprowadzeniu zaostrzonej odpowiedzialności karnej w połowie lat osiemdziesiątych”.

Manipulowanie statystyką nie odnosi się jednak tylko do czasów PRL. Zdarzyło się również w ostatnich latach i fałszowanie danych przez jednostkę policji w celu uzyskania lepszej wykrywalności, a tym samym lepszej oceny swojej pracy (np. artykuł J. Swóła, „Rz” z 7 kwietnia 1999 r. ). Również prokuratura lubi unikać przyjmowania zgłoszeń, a zwłaszcza domagać się indywidualnego zawiadomienia o przestępstwie, mimo że wiadomo jej o nim ze środków masowego przekazu. Ta niechęć organów ścigania do przyjmowania zgłoszeń z jednej strony jest naturalnym odruchem obronnym przed przysparzaniem sobie pracy, a z drugiej — kolejną barierą chroniącą wymiar sprawiedliwości przed „błahymi” sprawami.

Selektywność działań

Kiedy już procedura została uruchomiona, organa ścigania oraz sąd mimo popełnienia przez oskarżonego przestępstwa mogą zrezygnować z ukarania. Przyczyną bywa selektywność działania organów wymiaru sprawiedliwości bądź uleganie presji. Oczywiście są to ukryte motywy działania, w uzasadnieniach wyroków i postanowień znajdziemy zupełnie inne przesłanki.

W dobrze udokumentowanych badaniach wykazano, że decyzje policji, oskarżyciela czy sądu dotyczące ścigania określonych czynów mają nie tylko prawne podstawy. „Skutkiem tego takie same czyny popełniane przez przedstawicieli różnych klas społecznych spotykać się mogą z diametralnie odmiennymi reakcjami organów ścigania” (K. Krajewski) . Według badań amerykańskich również taki czynnik jak uroda powoduje znaczne rozbieżności w chęci karania przez ławę przysięgłych: ładni mają dużo większe szanse na uniewinnienie.

Selektywnością działania wymiaru sprawiedliwości można również tłumaczyć w pewnym stopniu tak dużą różnicę przestępczości mężczyzn i kobiet. Kobiety są uznawane za winne i skazywane rzadziej.

Obok selektywności ze względu na społeczny status sprawcy występuje również selektywność działania związana z zaangażowanymi środkami.

Badania nad poziomem przestępczości nieletnich w dwóch amerykańskich miastach dowiodły, że rejestrowany jej poziom jest bezpośrednio zależny od liczby policjantów zaangażowanych w ujawnianie przestępstw (A. Cicourel) . W związku z tym informacje o wzroście lub spadku przestępczości zarejestrowanej mówią często tylko o wahaniach w skuteczności działania organów ścigania.

Pod presją

Wymiar sprawiedliwości podlega też presji. Z jednej strony presję wywiera, jeśli jest w stanie, oskarżony. Z drugiej — możliwości nacisku ma również władza polityczna. Oskarżony próbuje też przekupywać wymiar sprawiedliwości. Sondaże CBOS z lat 1993–94 pokazały, że jednym z najbardziej skorumpowanych obszarów życia publicznego jest wymiar sprawiedliwości. Tego typu przekonanie społeczne na pewno zasługuje na uwagę.

Dość dobrze są udokumentowane naciski władzy, a zwłaszcza byłej władzy. Nie ulega np. wątpliwości, że w PRL funkcjonariusze aparatu partyjno-państwowego pozostawali faktycznie bezkarni, a popełniane przez nich czyny nie były na ogół rozpatrywane przez sądy, gdyż po prostu tam nie docierały. Poza uniewinnianiem na polecenie sądy również skazywały na polecenie (w krańcowych sytuacjach przybierało to formę morderstw sądowych) .

Zjawisko łamania niezawisłości sądów oraz niezależności prokuratury występuje zapewne i w III RP, aczkolwiek brak niestety bliższych danych. Obserwacja kilku procesów pozwala jednak na stawianie takich hipotez (np. błaha, a wymowna sprawa „pomroczności jasnej” lub ostatnio sprawa śledztwa w sprawie inwigilacji prawicy przez UOP) .

Bałamutne rejestry

Kwestia, co właściwie odzwierciedlają statystyki przestępczości, zasługuje na dużo obszerniejsze potraktowanie — tu o wielu ciekawych zagadnieniach tylko wspomniano, a całość potraktowano z konieczności skrótowo. Pewne tezy jednak warto i na tej podstawie postawić.

Przestępczość w ujęciu teoretycznym nie może się jawić jako jasno określone kryterium. Nawet przy niezmiennych zapisach ustawy charakter danego czynu podlega dyskusji, a przypisywany mu atrybut przestępności jest równie zmienny jak społeczeństwo, które tak ten czyn naznaczyło.

Rozmyte kontury przestępczości stają się czymś zrozumiałym, gdy odrzucimy pojmowanie przestępcy jako degenerata, a przestępstwa jako czynu jakościowo różnego od czynu legalnego. Przestępczość to normalne zjawisko życia społecznego — co więcej, zjawisko, któremu nie można przypisać tylko i wyłącznie funkcji negatywnych (choć uzasadnienie tego twierdzenia nie jest krótkie i łatwe) .

Również proces rejestracji przestępstw napotyka przeszkody. Przedstawione przyczyny uniemożliwiają wejście ponad trzech czwartych zaistniałych przestępstw w orbitę zainteresowań wymiaru sprawiedliwości — szczególnie etap nabierania podejrzenia co do popełnienia przestępstwa oraz zawiadamiania o nim organów ścigania ma duże znaczenie, wówczas bowiem najwięcej czynów, które byłyby uznane za przestępne, wymyka się oficjalnym rejestrom.

W działaniach wymiaru sprawiedliwości skoncentrowałem się na mniej znanych jego aspektach — nie opartych na procedurach prawnych, ale istotniejszych. Procedury zapisane w k. p. k. to bowiem tylko część prawdy o tym, co dzieje się z przestępstwem w trybach machiny wymiaru sprawiedliwości.

Zgodnie z mottem statystyka czytana bez świadomości jej ograniczeń — jest po prostu bałamutna.

*** Artykuł powstał na podstawie pracy magisterskiej obronionej w czerwcu 1998 r. na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *